Śledczy poderwał się z za biurka i do skoczywszy do mnie trzasnął mnie kolbą rewolweru w prawą skroń. Przewracając się wydawało mi się że tracę przytomność. Zawirowało mi przed oczami, potem nastąpiła ciemność błogie uczucie, że nie przezwyciężam wysiłku stania, który odczuwałem już w nogach i krzyżu. Uświadomiłem sobie, że obficie krwawię. Jakoś boleśnie wykręciła mi się szyja i tył głowy na którą upadłem, leżenie na podłodze sprawiało mi jednak ulgę. Krztusiłem się jedynie silnie krwią a język wyczuwał połamane zęby tym razem z prawej strony. Oprawcy zauważyli widocznie, że leżenie sprawia mi ulgę, kopali mnie w piersi pod skutymi ramionami. Kopali jak kopie się piłkę z zamachem nogi. Buty ich przerzucały mnie bezwładnie raz w jedną raz w drugą stronę. Podnieść się było bardzo trudno. Wreszcie - udało mi się jakoś podkurczyć nogi, podeprzeć złączonymi rękami i klęknąć.
Zobacz następny temat Zobacz poprzedni temat Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach